Ułatwienia dostępu

Offcanvas Section

Nazywam się Karolina Wilczyńska. Jestem lekarzem internistą oraz absolwentką studiów podyplomowych na kierunku psychoonkologia. Od kilku lat mieszkam na Opolszczyźnie, a pochodzę z Wielkopolski. Swoją przygodę z wolontariatem misyjnym rozpoczęłam w roku 2017 w Gruzji. Pomagałam w Centrum dla Niepełnosprawnych prowadzonym przez Zgromadzenie Ojców Kamilianów w Tbilisi. Razem z innymi wolontariuszkami jeździłyśmy do świetlicy dla dzieci w Osetii. Pomagałyśmy opiekować się podopiecznymi domu dla ludzi z niepełnosprawnościami, jeździłyśmy razem z tamtejszymi pielęgniarkami do chorych do ich domów. Następnie w roku 2018 we współpracy z poznańską fundacją Redemptoris Missio brałam udział w dwumiesięcznym projekcie organizowanym przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych "Polska Pomoc". Poleciałam wówczas do Rwandy, do wioski Ruschaki. Moim zadaniem było edukowanie i propagowanie dobrych nawyków w Ośrodku Zdrowia. Następnie rozpoczęłam współpracę z rwandyjskim szpitalem w miejscowości Nemba. Byłam tam na miesięcznym wolontariacie w 2020 i 2022 roku. Pracowałam jako lekarz na Oddziale Internistycznym. Po godzinach spotykałam się z ludźmi, odwiedzałam różne miejsca np. przedszkola. W Polsce oprócz medycyny interesuję się psychologią w obszarze pracy z pacjentami dotkniętych chorobą nowotworową. W grudniu tego roku planuję wyjazd do Rwandy jako wolontariuszka misyjna. Zamierzam kontynuować swoją pracę w zaprzyjaźnionym szpitalu w Nemba. Poza tym, w Rwandzie pozostawiłam wielu ludzi, których chciałabym odwiedzić i wesprzeć.

Obraz

 

Witajcie Drodzy Przyjaciele i Dobroczyńcy Diecezji Opolskiej

Kaplica św. Michała – Owoc Pracy Rąk Ludzkich
Przy okazji tego listu pozdrawiam Was już bardzo serdecznie z Republiki Środkowoafrykańskiej, do której dotarłam 25 kwietnia 2023 roku. Wróciłam przede wszystkim, by dokończyć budowę kaplicy rozpoczętą 23 maja 2022 roku.
Ogólnie patrząc wstecz na postęp prac – wszystko szło po naszej myśli. Ale nie obyło się też bez początkowych trudności, gdzie ogromna ulewa i wichura w trakcie pory suchej zaskoczyła nas i naszych pracowników, burząc część postawionej ściany. Nie zniechęcając się rozebraliśmy tą część i z podwójną siłą wróciliśmy do kontynuowania budowy. Ogromną pomocą dla mnie podczas tej budowy był Ksiądz Proboszcz, który dzień po dniu kontynuował prace przy kaplicy razem z pracownikami. Szczególnie wymagający czas był, kiedy wróciłam w styczniu na trzymiesięczny urlop – a prace musiały być kontynuowane ze względu na zbliżającą się porę deszczową, w której bardzo ciężko jest prowadzić prace budowlane. Dzięki właśnie wielkich chęci Proboszcza prace nie zostały przerwane ani na jeden dzień. Dzień po dniu z Bożą pomocą prace postępowały do przodu i tuż przed rozpoczęciem pory deszczowej przykryliśmy naszą kaplicę blachą, co było wielkim sukcesem i ogromną ulgą, że w ten sposób ochronimy konstrukcje przed deszczem i że nawet w ulewne dni będziemy mogli kontynuować prace w środku. Nawet dzisiaj kiedy piszę do Was ten list na zewnątrz szaleje burza z nieustającym deszczem – myślę, że dlatego też znalazłam trochę czasu by coś napisać, ponieważ przy dobrej pogodzie zawsze znajdzie się coś do pracy i plan dnia zapełnia się z minuty na minutę.
Jak Wam mogę opisać doświadczenie z pracy przy budowie kaplicy ? – na początek może pół żartem pół serio – że może dobrze, że pojechałam na trzymiesięczny urlop, haha.
A teraz już poważnie to pomimo wielu poprawek, które trzeba było zrobić to podziwiam pracowników, których zatrudniliśmy do tych prac. Na wiosce ludzie nie używają maszyn, betoniarek, wkrętarek, wiertarek czy pił elektrycznych wszystko wykonują ręcznie.
Nawet by wydobyć piasek czy żwir – członkowie wspólnoty, w której budujemy kaplicę wynajmowali ludzi, którzy zajmują się ich wydobyciem – jak to się dzieje ? – oni nurkują w korycie rzeki i garnek po garnku wydobywają. To jest często bardzo niebezpieczne, czasem chwila nieuwagi może grozić utopieniem. Zawsze kiedy im mówiłam: „Attention (Uwaga)” bojąc się że coś się stanie, oni zawsze odpowiadali, że przecież są specjalistami.
Dla pracowników, którzy przyjechali z centrum naszej parafii do wioski, by pracować przy kaplicy - życie nie było łatwe. Dlaczego? Codzienny posiłek, który jedzą w ich domach pochodzi przede wszystkim z ich pól uprawnych. Kiedy ktoś się przemieszcza, a jak to było w tym przypadku 7-10 pracowników oddalonych o 25 km o ich domów – trudniej o pożywienie. Często zdarzało się tak, że w ciągu dnia pracując od rana do wieczora dopiero wieczorem udawało nam się znajdować coś do jedzenia. Były dni, gdzie w ciągu dnia na wiosce było trudno o cokolwiek do przygotowania posiłku. Wspólnota kaplicy starała się by w ciągu dnia pracownicy coś zjedli, ale bywały dni, ze trzeba było czekać aż do wieczora. My również przemieszczając się z naszymi pracownikami często po kilka dni zostawaliśmy na wiosce, by doglądać prac i dzieliliśmy z nimi te same problemy żywieniowe.
Ale jestem pełna podziwu dla pracowników, że znosząc wszystkie te trudy dokonali tak pięknego dzieła. Dzięki Bożej Opatrzności wszyscy zakończyli prace przy kaplicy w pełnym zdrowiu  -  i tak właśnie wspólnymi siłami powstał Owoc pracy rąk ludzkich.
Ale nie byłoby tego wszystkiego gdyby nie Fundusz Pomocy Misjonarzom Diecezji Opolskiej oraz Darczyńcy Diecezji Opolskiej, którzy niezwykle hojnie odpowiedzieli na nasze potrzeby i dzięki którym budowa Kaplicy Św. Michała w dniu 16 czerwca 2023 w Święto Najświętszego Serca Pana Jezusa została oficjalnie zakończona.
Pamiętamy o Was, naszych Dobrodziejach w codziennych modlitwach ale też o modlitwę prosimy, szczególnie za pracowników, którzy w pocie czoła starali się, by nasze wspólne dzieło było Uwielbieniem Pana Boga.


Serdeczne pozdrowienia
Monika Jamer
Świecka Misjonarka

 

 

 

Szczęść Boże!
Nazywam się Laura Lis. Pochodzę z Tarnowa Opolskiego. 6 lipca 2023 roku udam się na wolontariat misyjny do wioski Kazembe w północnej Zambii. Po półtora roku od ostatniej misji wracam na tą samą placówkę. Spędzę tam 3 miesiące. Jak to mówią - misje uzależniają. Żegnając się z dziećmi podczas mojej pierwszej misji postanowiłam, że jeśli Bóg pomoże, to tam wrócę. I pomógł! Mimo mojego bardzo aktywnego stylu życia wszystko ułożył tak, żebym znów poleciała. Do moich obowiązków będzie należało zorganizowanie summer campu, czyli półkolonii dla lokalnych dzieci, gdzie prowadzić będę zajęcia sportowe, muzyczne, artystyczne oraz edukacyjne. Podczas tego wydarzenia dzieci będą miały możliwość zjedzenia ciepłego, pełnowartościowego posiłku, do którego nie mają dostępu na codzień, bo ich rodzin na to nie stać. Dodatkowo będę starać się uczyć ich czytać i pisać, gdyż część z nich nie ma możliwości chodzenia do szkoły. Poza półkoloniami będę spędzać czas z dziećmi w oratorium, gdzie będą mogły przychodzić się pobawić, pograć i spędzić czas z rówieśnikami. Z doświadczenia wiem, że dla zambijskich dzieci to OBECNOŚĆ drugiego człowieka jest najważniejsza. I to chcę im dać na pierwszym miejscu. Poza zabawą z dziećmi będzie sporo prac remontowych na terenie placówki, która cały czas się rozwija i potrzeby są coraz większe. Będę starać się robić wszystkie rzeczy, w których będą potrzebna i w których będę w stanie pomóc. Jestem otwarta na potrzeby zarówno dzieci, placówki jak i księży misjonarzy, którzy prowadzą to piękne miejsce.
Powrót do miejsca, w którym tak bardzo się odnalazłam, w którym nawiązałam piękne relacje, które ciągle noszę w sercu, a które realnie jest tak odległe brzmi wręcz nieprawdopodobnie, ale z wielką ufnością i nadzieją wracam tam, tym razem na dłużej, z innymi przemyśleniami, ale wciąż tą samą radością i chęcią podzielenia się miłością, którą sama w życiu doświadczam, z biedniejszymi.
Pamiętam w modlitwie i sama o nią proszę.
Z Bogiem!

Misjonarka z dzieckiem

W naszej diecezji gości ks. Edgar Enciso Ochoa, kapłan Wikariatu Apostolskiego San Ramon w tzw. Dżungli Środkowej w Peru. Przybył na zaproszenie ks. Gerarda Tyralli, proboszcza Zimnic Wielkich, który w tym regionie Amazonii Peruwiańskiej przepracował 20 lat. Ks. Edgar liczy sobie 48 lat, a kapłanem jest dopiero od 5 lat. Od dwóch lat jest proboszczem nad rzeką Tambo mając pod swoją pieczą duszpasterską 40 wspólnot wiejskich w tym centralę misyjną w Puerto Maldonadillo. Siedziba parafii - opuszczona w przeszłości, a dziś zniszczona tropikalnym klimatem, wymaga wielu remontów a ludność w wielu wypadkach pierwszej ewangelizacji. Polecamy dzieło ks. Edgara Waszej pamięci.

Najdrożsi Przyjaciele Misji,

 

Chciałabym Was bardzo serdecznie pozdrowić jak na razie z Polski, gdzie temperatury nie rozpieszczają mnie tak jak na mojej afrykańskiej misji. Na misji w Republice Środkowoafrykańskiej w Parafii Saint Georges w Mongoumbie spędziłam ostatnie 4 lata. Był to niezwykle owocny i bogaty w różnorodne doświadczenia czas. Początkowo posługiwałam w miejscowym centrum fizjoterapii i ośrodku zdrowia, jednak potrzeby misji sprawiły, że musiałam także zająć się naszymi parafialnymi szkołami. Z czasem coraz więcej mojego czasu pochłaniało siedem szkół katolickich, do których dojazd przez gęsty las często kosztował sporo energii. Do trzech szkół musieliśmy dojechać prawie 60 km na motorze, gdzie drogą była jedynie niewielka wydeptana przez miejscowych ścieżka. Ze względu na to, że to był bardzo zapomniany region naszej parafii, tam drogi prawie nie istniały. Kilkanaście lat temu szkoły funkcjonowały tam bardzo dobrze, później zabrakło kogoś, kto by pomógł w funkcjonowaniu tych szkół i tak to wszystko upadło. Odkąd tylko przyjechałam na misje tamtejsi mieszkańcy kilkanaście razy prosili o przywrócenie chociaż pierwszych klas, żeby dzieci czegokolwiek się nauczyły. Po dwóch latach udało nam się przywrócić trzy szkoły z wszystkimi oddziałami klasowymi. I dzięki Bogu te szkoły funkcjonują już drugi rok. Ponadto pomagałam w administrowaniu parafii, towarzyszyłam grupom parafialnym oraz młodzieży w ich spotkaniach, formacjach. W ostatnim roku mojej pracy rozpoczęłam budowę kaplicy w wiosce Batalimo, dzięki pomocy Diecezji Opolskiej oraz Darczyńcom z Diecezji o niezwykle otwartym sercu. Przygotowaliśmy teren pod budowę, wykopaliśmy fundamenty, teraz stawiamy mury, prace z każdym dniem postępują.

Myślę jednak, że dla mnie osobiście najważniejszy był czas, który mogłam spędzić z miejscową ludnością. Czy to w ośrodku zdrowia z Pigmejami, którzy darzą nas misjonarzy niezwykłym zaufaniem i wszelkiej pomocy medycznej szukali właśnie u nas. Kiedy idą sami do szpitala to często są odsyłani na sam koniec kolejki i muszą czekać, aż inni ludzie z wioski zostaną przyjęci przez lekarza. Dlaczego tak się dzieje ? – ponieważ Pigmeje są tam uważani jako podgatunek człowieka, jako tania siła robocza, że im się nic nie należy. Starałam się tłumaczyć w miejscowym środowisku, że jedni drugim są bardzo potrzebni i powinni się nawzajem szanować. Że miedzy nimi nie ma różnic. I chyba pomiędzy tą zwykłą pracą z działki medycznej – takie właśnie rozmowy były najważniejsze - uświadamianie i pokazywanie, że jedni i drudzy są tak samo ważni i że powinni się uzupełniać w codzienności.

Praca w szkołach dała mi możliwość poznania wiele ludzi, którzy przychodzili zapisać swoje dzieci do szkoły czy przychodzili porozmawiać, kiedy zostali wezwani do szkoły bo ich dziecko coś przeskrobało. To otworzyło moje oczy na miejscowe realia. Problemy, którymi dzielili się rodzice często dawały pełny obraz sytuacji w jakich znajdują się uczniowie przychodzący do nas do szkoły. Nauczyło mnie też spojrzenia na nich samych, tzn. że jak w każdej kulturze są ludzie, którzy są uczciwi, otwarci, chętnie się dzielą, ale są i też tacy, którzy wymyślają chwytliwe historie, by móc cokolwiek dostać od szkoły. Nauczyło mnie to umiejętności pracy z jednymi i drugimi – bardzo szybko nauczyłam się rozpoznawać tych drugich, a kiedy oni zauważyli, że ze mną im tak łatwo nie pójdzie – widziałam ich zmiany i faktyczną chęć pójścia do pracy, czy pomocy ich dziecku.

Wyjazdy na wioski do kaplic czy do szkół na peryferiach dały mi również szerszy obraz rzeczywistości, która mnie otacza. Inaczej wygląda życie ludności w samym sercu Mongoumby, a inaczej ludzi żyjących na wioskach położonych w lesie ok. 60 km od misji. Dzięki szkołom, udawało mi się tam być przynajmniej raz na dwa miesiące – a dla nich to już było święto, kiedy misjonarz przyjedzie do nich częściej niż raz na pół roku. Byli niezwykle zadowoleni i zawsze moja wizyta przypominała jakieś święto we wiosce. Tańce, śpiewy nie miały końca.

Uważam, że dla mnie to doświadczenie misji było niezwykle bogate, nauczyłam się wielu nowych umiejętności, odkryłam w sobie talenty, o których bym nigdy siebie nie podejrzewała – a to wszystko dzięki łasce Ducha Świętego. I za to wszystko jestem wdzięczna Panu Bogu.

Polecam Was wszystkich mojej modlitwie i serdecznie dziękuję za wsparcie jakiego udzielacie wszystkim misjonarzom. Pamiętajmy, że dobro, którym się dzielimy z potrzebującymi zawsze do nas wraca!

 

Z Panem Bogiem

Monika Jamer, misjonarka świecka

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zgodnie z art. 8 ust. 1 Dekretu ogólnego w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych w Kościele katolickim wydanym przez Konferencję Episkopatu Polski w dniu 13 marca 2018 r. (dalej: Dekret) informuję, że:

  1. Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Diecezja Opolska z siedzibą przy ul. Książąt Opolskich 19 w Opolu, reprezentowana przez Biskupa Diecezjalnego Andrzeja Czaję;
  2. Kontakt do Inspektora ochrony danych w Diecezji Opolskiej to: tel. 77 454 38 37, e-mail: iod@diecezja.opole.pl;
  3. Pani/Pana dane osobowe przetwarzane będą w celu zapewnienia bezpieczeństwa usług, celu informacyjnym oraz pomiarów statystycznych;
  4. Przetwarzanie danych jest niezbędne do celów wynikających z prawnie uzasadnionych interesów realizowanych przez administratora lub przez stronę trzecią, z wyjątkiem sytuacji, w których nadrzędny charakter wobec tych interesów mają interesy lub podstawowe prawa i wolności osoby, której dane dotyczą, wymagające ochrony danych osobowych, w szczególności, gdy osoba, której dane dotyczą, jest dzieckiem;
  5. Odbiorcą Pani/Pana danych osobowych jest Diecezja Opolska oraz Redaktor Strony.
  6. Pani/Pana dane osobowe nie będą przekazywane do publicznej kościelnej osoby prawnej mającej siedzibę poza terytorium Rzeczypospolitej Polskiej;
  7. Pani/Pana dane osobowe z uwagi na nasz uzasadniony interes będziemy przetwarzać do czasu ewentualnego zgłoszenia przez Pana/Panią skutecznego sprzeciwu;
  8. Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych oraz prawo ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania zgodnie z Dekretem;
  9. Ma Pani/Pan prawo wniesienia skargi do Kościelnego Inspektora Ochrony Danych (adres: Skwer kard. Stefana Wyszyńskiego 6, 01-015 Warszawa, e-mail: kiod@episkopat.pl), gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy Dekretu;
    10. Przetwarzanie odbywa się w sposób zautomatyzowany, ale dane nie będą profilowane.