Z nadzieją zmartwychwstania informujemy, że w niedzielę 4 października 2026 r. w 70. roku życia i w 44. roku kapłaństwa zmarł ks. Herman Mandok, proboszcz Parafii św. Floriana w Maciowakrzu.
***
Śp. ks. Herman Mandok urodził się 20 października 1956 roku w Siedlcu (wówczas Parafia św. Jacka w Kamieniu Śląskim), w rodzinie Augustyna i Elżbiety z domu Kałuża. Szkołę podstawową ukończył w 1971 roku w Siedlcu. Następnie kontynuował naukę w Liceum Ogólnokształcącym w Gogolinie, gdzie złożył egzamin dojrzałości. Po maturze został wcielony do służby wojskowej, jednak w styczniu 1976 roku został zwolniony ze względu na stan zdrowia. W tym samym roku został przyjęty do Wyższego Seminarium Duchownego w Nysie. Święcenia kapłańskie przyjął dnia 15 maja 1983 roku w katedrze opolskiej z rąk bp. Alfonsa Nossola. Po święceniach został skierowany do pracy duszpasterskiej jako wikariusz. Posługiwał w Parafii św. Jana Chrzciciela w Ozimku (1983-1987) oraz w Parafii św. Mikołaja i św. Franciszka Ksawerego w Otmuchowie (1987-1990). W latach 1990-1994 pełnił urząd proboszcza Parafii św. Michała Archanioła w Chróścinie i ex currendo Trójcy Świętej w Starym Grodkowie. Od 1994 roku był proboszczem Parafii św. Floriana w Maciowakrzu. W latach 2002-2007 pełnił urząd wicedziekana dekanatu Kietrz, a w latach 2007-2015 urząd dziekana tego dekanatu. Zmarł 4 października 2026 roku w szpitalu w Opolu.
***
Uroczystości żałobne:
- Msza św. żałobna zostanie odprawiona w czwartek 8 października 2026 r. o godz. 19.00 w kościele pw. św. Floriana w Maciowakrzu;
- Msza św. pogrzebowa zostanie odprawiona w piątek 9 października 2026 r. o godz. 11.00 w kościele pw. św. Floriana w Maciowakrzu.
***
Polecajmy śp. ks. Hermana Bożemu Miłosierdziu:
Miłosierny Boże, spraw, aby Twój sługa, kapłan Herman, którego w ziemskim życiu zaszczyciłeś świętym posłannictwem, radował się wiecznie w niebieskiej chwale. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.
„Bez pokoju i dobroci we wzajemnych relacjach nie ma przyszłości. Pokój jest możliwy, bo przyniósł go sam Jezus wraz ze swoim narodzeniem” – mówił bp Rudolf Pierskała podczas Mszy św. sprawowanej w niedzielę 4 października w ramach pielgrzymki hodowców gołębi na Górze Świętej Anny.
Nawiązując do postaci św. Franciszka z Asyżu, przypomniał jego zawołanie „pokój i dobro”, które pozostaje aktualnym wezwaniem do budowania właściwych relacji z Bogiem, drugim człowiekiem i całym stworzeniem. „Nasz Patron św. Franciszek był człowiekiem zjednoczonym nie tylko z Bogiem, ale także z Jego stworzeniem, z całą przyrodą, ze zwierzętami i ptakami” – podkreślił.
Zwracając się do hodowców gołębi, bp Pierskała nawiązał do zakończonego sezonu lotów i związanej z nim rywalizacji. Przypomniał, że powinna ona odbywać się zgodnie z zasadami fair play. „Zwycięstwo nie jest celem, który należy osiągnąć za wszelką cenę. Szanujcie siebie nawzajem i swoje ptaki” – apelował. Jak zaznaczył, prawdziwą postawę hodowcy poznaje się zarówno w chwili zwycięstwa, jak i porażki.
Następnie hierarcha wskazał, że konflikty obecne w świecie często mają początek w niewielkich nieporozumieniach i narastających emocjach. „Bez pokoju i dobroci we wzajemnych relacjach nie ma przyszłości. Pokój jest możliwy, bo przyniósł go sam Jezus” – mówił. Podkreślił, że chrześcijański pokój nie jest jedynie brakiem wojny, lecz owocem wiary i wzajemnej miłości. „Pokój trzeba wprowadzać, a nie walczyć o niego, bo błogosławieni, którzy wprowadzają pokój” – przypomniał.
Szczególnym miejscem budowania pokoju powinna być, jak zaznaczył, rodzina. „Prawdziwy dom pokoju tworzą ludzie, którzy nie tylko w nim mieszkają, ale wzajemnie się kochają: matka i ojciec, rodzice i dzieci, dziadkowie i wnuki” – mówił. Dodał, że taki dom powinien być przestrzenią dobroci również dla osób starszych, chorych, samotnych i potrzebujących pomocy.
Na zakończenie przywołał słowa Chrystusa: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam”, podkreślając, że pozostają one aktualne także wobec współczesnych wojen i napięć. Odnosząc się do sytuacji na Bliskim Wschodzie i wojny w Ukrainie, przypomniał o potrzebie modlitwy w intencji pokoju. „Miłość Chrystusa przynagla nas, abyśmy jak św. Franciszek byli zwiastunami pokoju” – wskazał.
Monika Chrzanowska
fot. Szymon Adamski
„Bez Eucharystii i niedzieli, dnia, który do Pana należy, nie da się pomyślnie zrealizować życia” – mówił w niedzielę 4 października bp Rudolf Pierskała podczas Mszy św. sprawowanej w ramach spotkania młodzieży „Ławka Go!” na Górze Świętej Anny.
Przywołał świadectwo chrześcijan z Abiteny (dzisiejszej Tunezji), którzy w 304 roku, mimo grożącej im śmierci, gromadzili się na niedzielnej Eucharystii. „Sine dominico non possumus” – „nie możemy żyć bez niedzieli” – przypomniał wypowiedź wiernych, którzy zostali doprowadzeni przed sędziego. Jak zaznaczył, dla pierwszych chrześcijan Eucharystia nie była jedynie nakazem, ale wewnętrzną potrzebą i źródłem więzi ze Zmartwychwstałym.
Bp Pierskała podkreślił, że to świadectwo pozostaje aktualne także dzisiaj. „Także i my potrzebujemy kontaktu ze Zmartwychwstałym, który nas podtrzymuje, jednoczy i skłania nas do patrzenia dalej, poza aktywność życia codziennego, ku stwórczej miłości Boga, od którego wyszliśmy i do którego idziemy” – mówił. Zwrócił uwagę, że współczesna niedziela często sprowadzana jest do weekendu i czasu wolnego. „Jeżeli wolny czas nie ma wewnętrznego centrum, które nadaje wszystkiemu kierunek, staje się czasem pustym. Dlatego daj duszy jej niedzielę, daj niedzieli jej duszę” – zachęcał młodych.
W homilii bp Pierskała wskazał również na potrzebę przygotowania się do przeżywania dnia Pańskiego. Przywołując zwyczaje wyniesione z rodzinnego domu, mówił o sobotnim porządkowaniu domu i obejścia, przygotowywaniu odświętnego stroju oraz atmosferze oczekiwania na niedzielę.
Hierarcha przypomniał także, że każdy człowiek ma swoje miejsce we wspólnocie Kościoła. „Każdy z nas się liczy we wspólnocie Kościoła, tak jak u Dobrego Pasterza każda owieczka” – mówił. Zwrócił uwagę na malejącą obecność wiernych na niedzielnych Mszach św., dostrzegalną zarówno w parafiach, jak i rodzinach. Podkreślił jednocześnie, że samo przyjście do kościoła nie wyczerpuje właściwego przeżywania Eucharystii. „Nie wystarczy tylko przyjść do kościoła, trzeba jeszcze we Mszy św. uczestniczyć” – zaznaczył. Zachęcał do punktualności, wspólnej modlitwy, żywego śpiewu oraz pielęgnowania lokalnych tradycji związanych z niedzielną liturgią.
Na zakończenie wskazał kilka praktycznych sposobów świętowania niedzieli: rozpoczęcie jej już w sobotnie popołudnie, udział we Mszy św. całymi rodzinami, odpoczynek, czas dla bliskich oraz okazanie komuś dobra.
Monika Chrzanowska
fot. Szymon Adamski
„Niech dzieło życia św. Franciszka przynagli nas do starań o odnowę Kościoła w oparciu o ewangeliczny klucz jego życia: ubóstwo, wielkoduszność i świadectwo, które zawsze wyprzedza słowo” – mówił bp Waldemar Musioł, w sobotę 3 października, podczas nabożeństwa Transitus w Nysie, przeżywanego dokładnie w 800. rocznicę śmierci św. Franciszka z Asyżu. Nabożeństwo rozpoczęło się w kościele pw. św. Elżbiety Węgierskiej, skąd wierni w procesji udali się do kościoła pw. św. Franciszka z Asyżu.
W homilii bp Musioł wzywał do nastania pokoju. Zwrócił uwagę, że jego brak widoczny jest nie tylko w relacjach międzynarodowych, ale także w życiu społecznym, Kościele, rodzinach i ludzkich sercach. „Pokój jest dziś towarem deficytowym. Jeśli chcemy odczytać aktualny fragment testamentu św. Franciszka, zobaczmy w nim lekcję Bożego pokoju i zaproszenie do bycia jego narzędziami” – podkreślił.
Pierwszym wskazanym sposobem budowania pokoju jest zwrócenie się ku Chrystusowi Ukrzyżowanemu. „Drogowskaz pierwszy to stała wymiana spojrzeń między nami a Jezusem Ukrzyżowanym” – mówił. Jak zaznaczył, to właśnie z krzyża i zmartwychwstania płynie pewność, że człowiek nawet pośród lęku, cierpienia i zagrożenia pozostaje w rękach Boga. „W każdym położeniu jesteśmy w rękach dobrego Boga, który za nas umarł na krzyżu, abyśmy żyli bez końca. I to jest źródłem pokoju” – wskazał.
Drugim kierunkiem realizacji franciszkańskiego testamentu jest odrzucenie przemocy. „To obrzydzenie do przemocy w każdej formie i w każdej relacji. To obrzydzenie dla przykrych słów, dla gestów, które dzielą ludzi, dla pogardy i szufladkowania według narodowości, koloru skóry czy zasobności portfela” – mówił. Jako wzór takiej postawy bp Musioł wskazał na Chrystusa, który podczas Ostatniej Wieczerzy ukląkł przed uczniami i umył im nogi. „Żeby umyć komuś nogi, trzeba rozluźnić pięść i otworzyć dłonie. Niczego nie da się umyć zaciśniętymi pięściami” – zaznaczył. Jak dodał, budowanie pokoju wymaga więc pokory, służby i gotowości do pojednania.
Na zakończenie nabożeństwa hierarcha zaprosił wiernych do modlitwy ułożonej przez papieża Leona XIV na Rok św. Franciszka. Prosił także aby nie ustawać w trosce o młode pokolenie. „Traktujcie je w tej winnicy jak młode latorośle, które trzeba pielęgnować i poświecić im czas” – zachęcał.
Monika Chrzanowska
fot. ks. Paweł Chyla
„Trzeba widzieć, żeby kochać. Trzeba widzieć, żeby pełnić posługę miłości, którą wy realizujecie na różne sposoby” – mówił 3 października biskup opolski Andrzej Czaja podczas Mszy św. sprawowanej w ramach 33. Pielgrzymki Pracowników i Wolontariuszy Caritas Diecezji Opolskiej do grobu św. Jadwigi Śląskiej w Trzebnicy.
Zwracając się do osób zaangażowanych w działalność Caritas, podziękował im za dostrzeganie potrzeb drugiego człowieka i gotowość do niesienia pomocy. „Dziękuję wam za to, że jesteście ludźmi widzącymi drugiego człowieka w potrzebie. Nie pozostajecie obojętni, spieszycie z pomocą, by wesprzeć, zaopiekować się, dać pociechę i wyrazić swoją życzliwość, wrażliwość i miłość” – mówił. Jak dodał, samo dostrzeżenie potrzeby nie wystarcza – konieczne jest również wrażliwe serce.
Biskup Opolski przywołał wezwanie św. Jana Pawła II do rozwijania „wyobraźni miłosierdzia”, która pozwala zauważyć również cierpienie niewidoczne na pierwszy rzut oka. „Nie zawsze biedę widać, są różne głody, potrzeby i tęsknoty ludzkiego serca. (…) Potrzeba wielkiej wyobraźni miłosierdzia, aby jeszcze bardziej uwrażliwić swoje serce” – podkreślił.
Nawiązując do przypowieści o sądzie ostatecznym, przypomniał, że w człowieku potrzebującym przychodzi sam Chrystus. „Co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili, tak Jezus komunikuje, że On przychodzi do nas w człowieku ubogim, samotnym i cierpiącym” – mówił.
Przywołał również przykład św. Franciszka z Asyżu oraz św. Jadwigi Śląskiej, która szczególną troską otaczała ubogich. Podkreślił przy tym, że posługa miłości należy do istoty życia Kościoła. „Bez spełnienia tej posługi Kościół Chrystusowy się wynaturza, bo my sami, obdarowani miłością Pana, mamy tą miłością się dzielić” – mówił. Bp Czaja zwrócił uwagę, że ubóstwa nie można rozumieć wyłącznie jako materialnego niedostatku. „Człowiek ubogi to człowiek w potrzebie materialnej i duchowej, cierpiący, a także samotny” – wskazał. Jak dodał, takim potrzebującym może być również ktoś z najbliższej rodziny: dziecko, współmałżonek, rodzic czy rodzeństwo. „Tę posługę miłości, posługę Caritas trzeba realizować właściwie, poczynając od swego domu” – podkreślił. Zaznaczył, że pomoc nie może ograniczać się wyłącznie do przekazywania dóbr materialnych. „W tej posłudze miłości nie chodzi tylko o to, by coś z siebie dać, ale by siebie dać” – nadmienił.
Na zakończenie przestrzegł, aby nawet szerokie zaangażowanie charytatywne nie prowadziło do zaniedbania najbliższych. „Można świadczyć wielką pomoc, a zaniedbywać współmałżonka czy dzieci. W okazywaniu miłości chodzi nie tylko o to, by coś z siebie dać, ale słuchać, towarzyszyć, być, budować relacje i rozmawiać. To jest posługa miłości” – tłumaczył.
Monika Chrzanowska
fot. Katarzyna Mułyk, Artur Wilpert